czwartek, 19 listopada 2009

1+1=2, czyli rozmowa z Czesławem Burkiem

Często jest tak, że kiedy wpadnie komuś do głowy doby pomysł satysfakcjonujący większość ludzi, jak na przykład budowa hali widowiskowo-sportowej, pojawiają się liczne problemy. Jednym z takich dylematów może być miejsce owej budowy. Dokonać wyboru nie jest łatwo, lecz lider poradzi sobie niemal z każdym kłopotem.

Poniżej mniej epiczna, jednak nie mniej interesująca, rozmowa z Czesławem Burkiem, wójtem gminy Lubomia, który przyczynił się do budowy hali widowiskowo-sportowych w Syryni i w Lubomi (2007-2008):


1. Jakie były ciekawe aspekty tego projektu?

W zaledwie 3 lata udało się gminie Lubomia, która liczy nieco ponad 8 tysięcy mieszkańców, wybudować dwa kompleksy oświatowo-sportowe, w skład których wchodzą dwie hale widowiskowo-sportowe z siłowniami, widowniami i zapleczem socjalnym. Pierwotnie myślałem o jednym takim obiekcie, lecz każda z dwóch największych wsi: Syrynia i Lubomia, chciały mieć swoją halę. Dyskusje i kłótnie trwały dwa lata o to, gdzie ma powstać ten kompleks. Po przemyśleniu sprawy, mając świadomość, że jedna hala spowoduje konflikt gminy, zaproponowałem radnym budowę dwóch kompleksów, po jednym w każdej wsi. Takie rozwiązanie gwarantowało szeroki udział dzieci i młodzieży w uprawianiu sportu.

W obiektach odbywa się wiele zawodów nie tylko krajowych, ale także międzynarodowych, np. Międzynarodowe Mistrzostwa Rugby dla osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach.

Ostatnio, jeden z trenerów reprezentacji Chin, przez tydzień ćwiczył dzieci i młodzież w Wushu.


2. Czy napotkał pan jakieś problemy? Jakiego typu?

Problemy, które nieoczekiwanie spotkały mnie na początku budowy tych kompleksów sportowych, to protest ekologów oraz okolicznych mieszkańców, gdyż z powodu realizacji tych inwestycji konieczne było wycięcie kilkunastu drzew oraz wyłączenie z ruchu 150 metrów drogi, co wydłużało mieszkańcom powrót samochodem do domu. Problemem były również potężne środki finansowe, jakie były konieczne, aby te obiekty wybudować - ok.12 mln złotych.


3. Jak sobie pan z nimi radził?

Protesty mieszkańców i ekologów udało się uspokoić, gdyż dokonaliśmy nasadzeń kilkudziesięciu drzew i krzewów, zaś zamiast drogi wybudowaliśmy piękny, oświetlony chodnik. Jeśli chodzi o środki finansowe , to część (ok 4,5 mln) udało się pozyskać od Samorządu Województwa Śląskiego oraz z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, pozostałe środki udało się wygospodarować z budżetu gminy oraz kredytu. Trzeba było przez te trzy lata "zacisnąć pasa" i zrezygnować z innych ważnych inwestycji, na co wszyscy radni jednogłośnie wyrazili zgodę.


Jak widzimy na powyższym przykładzie – nie ma rzeczy niemożliwych. Panu Burkowi udało się pokonać liczne przeszkody, które stanęły na drodze do realizacji projektu budowy hali widowiskowo-sportowych. Zatem nie bójmy się i my urzeczywistnić naszych wizji! (Oby tylko nie były szalone w tym złym znaczeniu ;P).

wtorek, 17 listopada 2009

Eliksir życia

Zbliżała się 11.00. Przeszła przez wielkie drewniane drzwi pokazując dowód osobisty "białemu strażnikowi" pilnującemu pomieszczenia, do którego chciała się dostać. W drżących rękach niepewnie ściskała wypełnioną przez siebie ankietę. Była niesamowicie podekscytowana. Pomieszczenie było duże i jasne. Poczuła na twarzy przyjemny podmuch chłodu - okna były pootwierane. Stanęła na końcu kolejki. Byli tam sami młodzi ludzie, uśmiechnięci i żywo dyskutujący na różne tematy. Poczuła się pewniej. Kolejka posuwała się szybko, ale równie szybko na jej końcu pojawiali się inni młodzi ludzie. Wreszcie przyszedł jej czas.
Sympatycznie wyglądająca kobieta wzięła z jej drżących rąk wymiętą ankietę. Zapytała dziewczynę o kilka rzeczy, wstukała coś do swojego komputera i odesłała dalej, w kierunku drugiego końca olbrzymiej sali. Kilka pytań, małe ukłucie, ważenie, sprawdzanie ciśnienia - dostała woreczek i małą probówkę. Z pewną obawą poszła w stronę ustawionych w rzędzie leżanek. Zawahała się i właśnie w tym momencie usłyszała za sobą znajomy głos.
- Nie bój się. Jak chcesz pójdę z tobą. - powiedział swoim melodyjnym głosem M
- Nie boję się. - odparła speszona.
- Chwila zawahania? - zapytał z niedowierzeniem.
- Czekałam na ciebie - ucięła krótko.
- No to chodźmy. - powiedział z nutką ironii.
- Zabrzmiało jak wyzwanie. - rzuciła do niego podając woreczek kolejnej "białej damie".
- Po prostu wyglądasz jakbyś się panicznie bała.
- Pozory mylą. Poza tym, od kiedy ty taki spostrzegawczy? - usadowiła się wygodnie na jednej z leżanek. Po chwili poczuła ukłucie na prawym przedramieniu. Ściskając małą czerwoną piłeczkę zobaczyła jak ciemno rubinowa stróżka krwi zaczyna napełniać woreczek. Ułożyła się wygodnie. Czuła się zaskakująco dobrze. Na jej twarzy pojawił się blady uśmiech.
Teraz mogła rozejrzeć się po sali spokojnie. Kolejka ludzi do "rejestracji" wciąż nie malała. Na fotelach zmieniali się ludzie, a kobiety w białych kitlach uwijały się jak w mrowisku. Obok niej siedział M ściskając w ręce taką samą piłeczkę. Wyglądał jakby nie zauważał tego całego zamieszania wokół.
- To zawsze tak wygląda - powiedział zauważywszy jej zainteresowanie. - A tam na materacach leżą ci, którzy poczuli się słabo.
- I co z nimi? - zapytała spoglądając w kierunku papierowo bladych ludzi.
- Nic, tak jak my dostaną coś słodkiego do picia - żeby podnieść poziom cukru. Zbada ich lekarz i pójdą do domu.
Po paru minutach było po wszystkim. Usiadła razem z innymi popijając gorącą kawę z cukrem. Czuła, że spełniła swego rodzaju obowiązek. Wiedziała, że pomoże komuś w potrzebie. Oddała krew - eliksir życia.

W naszej szkole organizowana jest akcja krwiodawstwa. Cztery razy w roku szkolnym uczniowie mają szansę oddać krew. Lekarz wraz z pielęgniarkami przyjeżdżają ze stacji krwiodawstwa z Raciborza, przywożąc cały potrzebny sprzęt. Dyrekcja udostępnia im aulę szkolną oraz świetlicę, gdzie rozłożone zostają leżanki, stoły ze sprzętem, zrobiony zostaje "kącik" dla omdlałych i dla tych co oddali krew. Po oddaniu krwi można wypić kawę, herbatę albo zimny słodki napój (poprawiający poziom cukru we krwi i tym samym samopoczucie) oraz zjeść słodką bułkę.
Odpowiedzialna za organizację w szkole jest prof. Danuta Jarosz, która wraz ze szkolną higienistką pilnują bezpieczeństwa i czuwają nad sprawnością całej akcji.
Oddać krew jest łatwo. Najpierw wypełniamy formularz informacyjny odnośnie stanu naszego zdrowia. Później oddajemy ją wraz z okazaniem dowodu osobistego, potwierdzającego, że mamy ukończone 18lat. Następnie zostajemy przebadani - sprawdzone zostaje ciśnienie, nasza waga (osoby poniżej 50kg nie mogą oddać krwi), pobrana zostaje próbka krwi do badań, lekarz jeszcze raz przeprowadza wywiad odnośnie naszego stanu zdrowia.

Później każdy dostaje "swój" woreczek i na leżankę, gdzie zajmą się nami bardzo sympatyczne panie pilnujące, żeby nam się nie zrobiło słabo.Po skończeniu oddawania krwi, siadamy przy kawie. Odpoczywamy, nabieramy sił i do domu - oddawanie krwi zwalnia nas z zajęć lekcyjnych (bądź pracy).
W tym roku po raz pierwszy mogłam wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Na prawdę wiele młodych ludzi z naszej szkoły można spotkać w ten dzień na auli. Z mojej klasy prawie połowa osób zgłosiła się na HK. Właśnie dzisiaj odebrałam książeczkę honorowego dawcy, a już za miesiąc znowu pójdę na aulę szkolną oddać krew. (Musiałam się pochwalić, że byłam :))



Wszystkich gorąco zachęcam do wzięcia udziału w takiej akcji, w miarę możliwości oczywiście. Nigdy nie wiadomo kiedy i nam przyda się czyjaś krew.

środa, 4 listopada 2009

Robota wre

Zgodnie z ostatnim z zadań Modułu I miałyśmy zamiar z Klaudią opublikować miejsca, które potrzebują natychmiastowego działania. Przeczesałyśmy okolicę w poszukiwaniu tychże miejsc, ale jedyne co znalazłyśmy to kilka dziur w jezdni, które raczej nie dziwią żadnego zmotoryzowanego Polaka i boisko w opłakanym stanie, gdzie grawitacja uległa "oryginalnej nawierzchni"

















Kiedyś było ono pięknym obiektem sportowym ,gdzie pobliskie szkoły mogły testować sprawność swoich uczniów i pielęgnować w nich pasję do sportu. Była skocznia do skoku w dal, dwa boiska do piłki nożnej i jedno do koszykówki. Aktualnie to miejsce straszy zardzewiałymi bramkami i skrzypiącym koszem, nie wspominając o nawierzchni, a bieżni i piaskownicy służącej kiedyś lekkoatletom nie można znaleźć pod zwałami ziemi, kupą liści i bujną trawą (miejscami).
Była tam również strzelnica, która skończyła równie marnie jak reszta obiektu.
Ale... już niedługo ma powstać w tym miejscu "Orlik" dzięki skutecznej interwencji dyrektora jednej ze szkół (nie chwaląc się - naszej). Także i to miejsce już chyba nie potrzebuje "działania lidera".
Ostatnio można zauważyć, że zarówno powiat wodzisławski jak i raciborski wzięły się ostro za "remonty". Tak więc w miejscach niebezpiecznych pobudowano chodniki i postawiono znaki, policja kontroluje kierowców, a dziury są łatane w miarę możliwości i nakładów finansowych. Boiska są w całkiem niezłym stanie i nawet place zabaw posiadają sprzęt z "atestem".
Po prostu coś się wreszcie dzieje :)
Dlatego postanowiłyśmy z Klaudią opisać akcje, dzięki którym nasze życie staje się w taki czy inny sposób lepsze (ale to już niedługo). Może dla innych aktywnych staną się one inspiracją.

niedziela, 1 listopada 2009

Wywiad z Eugeniuszem Walą (przewodniczącym Rady Powiatu)

Dnia 29.10.2009 w budynku naszej szkoły odbyła się otwarta sesja Rady Powiatu, ze szczególnym zaproszeniem młodzieży ponadgimnazjalnej. Ponieważ bardzo spodobał nam się ten pomysł, wzięłyśmy w niej udział, a także udało nam się przeprowadzić wywiad (który umieszczę poniżej) z jej przewodniczącym, Eugeniuszem Walą.

1. Skąd wziął się pomysł, by zrobić otwartą sesję dla młodzieży?

Pomysł ten kiełkował w mojej głowie już od dłuższego czasu, ponieważ młodzież, w szczególności ponadgimnazjalna to w większości dorośli ludzie, którzy mają prawa wyborcze oraz sami mogą startować w wyborach. Do podjęcia ostatecznej decyzji o zorganizowaniu otwartej sesji dla młodzieży przekonało mnie podobne przedsięwzięcie, które zorganizowali moi koledzy, Przewodniczący Rady oraz Wójt Godowa. Urządzili oni podobną sesję z okazji Dnia Dziecka z udziałem młodzieży gimnazjalnej. Ja również zostałem na nią zaproszony i zauważyłem, że młodzież wykazywała bardzo duże zainteresowanie sesją, a nawet zadawała liczne pytania Radnym. Pomyślałem, że i nasza młodzież, w tym wypadku ponadgimnazjalna, również będzie tą inicjatywą zaciekawiona. Pomysł ten zyskał akceptację Radnych i Zarządu Powiatu z panem Starostą na czele, a Wasza szkoła została wybrana na miejsce, gdzie odbędzie się ta sesja.

2. Czyli to jest pierwsza taka otwarta sesja dla młodzieży?

Pierwsza organizowana w taki sposób, natomiast zwykle na każdą sesję, poświęconą sprawom szkolnictwa, edukacji, zapraszam Młodzieżową Radę Powiatu. Oczywiście nigdy te sesje nie są zamknięte tylko dla tej Rady, ponieważ powszechnie wiadomo, iż na sesję może przyjść każdy obywatel.

3. Czy uważa pan, że warto coś takiego dla młodzieży robić?

No jasne! Rozwój edukacji jest jednym z naszych podstawowych celów w powiecie. Wielką wagę przywiązujemy do niej, jak również do warunków, w jakich młodzież się kształci. Naszą działalność można zauważyć chociażby porównując wygląd wewnętrzny i zewnętrzny naszych szkół (przyp. LO1 w 2007 roku zostało gruntownie odremontowane).

Poza tym bardzo lubię kiedy młodzież zadaje pytania, lecz wiadomo, że nikt nie wie wszystkiego, zatem jeśli zdarzy się jakieś szczegółowe pytanie, na które nie znam pełnej odpowiedzi, to wtedy(…) udzielam odpowiedzi do 14 dni.

4. Czy czuje się pan liderem społecznym?

Słowo lider kojarzy mi się bardziej z jakimiś zespołami rockowymi, ale jeżeli pod tym pojęciem rozumiemy osobę publiczną, to jestem liderem.

5. Z jakimi trudnościami boryka się pan jako lider społeczny?

Nie miałem jakiś specjalnych kłopotów, jednak bardzo trudno jest wpaść na dobry pomysł i tutaj jestem otwarty na wszelkie propozycje. Często, kiedy spotykam się z ludźmi, zadziwia mnie ich postawa, to jakie mają koncepcje, jak śledzą obrady Rady i tak na przykład pewien starszy człowiek podszedł raz do mnie i rozpoczął rozmowę o tym, jakie Rada zajęła stanowisko wobec pewnej inicjatywy – i to się chwali. Ludzie są zainteresowani tym, co się wokół nich dzieje.

Generalnie zależałoby mi na jednej rzeczy, mianowicie na zmianie ordynacji wyborczej . Teraz jest tak, że najpierw- głosując na ludzi- głosujemy na partie, a dopiero potem po podliczeniu ilości mandatów przysługujących danej partii dowiadujemy się którzy kandydaci go otrzymali. Przydałaby się zatem zmiana polegająca na tym, że np.: posłów nie wybieramy dziewięciu z takiego dużego okręgu, jakim jest np.: rybnicki, ale wybieramy (…) 1 posła na okręg liczący około 80tys. ludzi
Wtedy to ten poseł jest zobowiązany instrukcjami wyborców, a nie instrukcjami. partyjnymi. To nie głos przeciwko partiom, ale przeciwko partyjniactwu.
Okazuje się, że na cztery partie, które weszły do Parlamentu, w swoich kampaniach wyborczych trzy obiecywały, że to zrobią.

6. Czy uważa pan, ze młodzież może wiele zmienić?

Tak, jak już wcześniej mówiłem, wy możecie wiele zmienić jako młodzież, albo poprzez rozmowy z politykami albo sami startując w wyborach.

Osobiście jestem zwolennikiem równowagi. Według mnie w Radzie powinny zasiadać zarówno osoby młode, które posiadają mnóstwo nowych pomysłów, jak i osoby doświadczone, bo przecież bez doświadczenia trudno jest coś zdziałać. Także te dwie grupy wiekowe idealnie by się uzupełniały. Z jednej strony świeżość pomysłów, z drugiej – doświadczenie.

Bardzo zachęcam ludzi młodych do startowania w wyborach samorządowych, które odbędą się już w następnym roku. Osoba taka powinna chcieć coś zrobić, zmienić na lepsze, ale także potrafić przekonać innych członków Rady do swego pomysłu, być osobą dialogu. Bardzo ważne jest także poparcie rodziny, ponieważ działanie wiąże się z tym, że nie ma nas w domu, nie poświęcamy tyle czasu na sprawy i rozmowy rodzinne.

Najciekawsze jest jednak to, że czasem zdarzają się radni mówiący: „ja wam to załatwię” – nigdy nie można być pewnym na 100% czy zdołamy przekonać innych członków Rady do danego pomysłu. Ja natomiast zwykle mówię: ”ja będę starał się przekonać do tego pomysłu pozostałych”.

7. Młodzież czasem ma problem z wyrażeniem własnych pomysłów, boi się ośmieszenia, niezaakceptowania. Co pan o tym myśli?

Zupełnie niepotrzebnie. Wiadomo, ze każdy boi się rzeczy nowych, jak np.: starsi ludzie, nie mający styczności z komputerem, nagle muszą się nauczyć go obsługiwać. Tak samo jest i w działalności społecznej, lecz nie należy bać się wyrażać własnego zdania.

Nawiązując do powyższego, kiedyś znalazłem się w takiej sytuacji, że sam jeden byłem za uchwaleniem jakiegoś projektu, ale wcale mi to żadnej ujmy nie przyniosło, wręcz przeciwnie, nigdy nie żałowałem podniesionej ręki.

8. Jakie cechy lidera mogą pomóc w przezwyciężeniu problemów, które napotykamy podczas działania?

Trzeba być sobą i nie mieć dwóch wersji: jednej oficjalnej, a drugiej prawdziwej. Należy prosto patrzeć w oczy swojemu rozmówcy i być przekonanym do swoich racji, a to, że nie zawsze się wygrywa, to nie jest koniec świata. Poza tym trzeba umieć w sposób dyplomatyczny przekonać innych do swoich racji.

Na koniec pragnę bardzo serdecznie pozdrowić młodych ludzi mieszkających w powiecie wodzisławskim i w całej Polsce. Zachęcam Was do aktywności w kształtowaniu naszej przyszłości i pamiętajcie o tym, że „dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili ”./Edmund Burke/

1.