poniedziałek, 28 grudnia 2009

„Szkoła moich marzeń” --> Moduł 3

Spotkanie pod takim tytułem zostało zorganizowane w naszej szkole w celu… hmm poznania pomysłów uczniów, tego co im się podoba w szkole, a jakich działań potrzebują. Spotkanie zostało zorganizowane na podstawie wskazówek podanych w treści modułu III. Muszę powiedzieć, że czasem szczegóły mogą przesądzić o wielkich sprawach. Ale do rzeczy.

Postanowiłyśmy rozpocząć nasze działanie od wykonania kolorowego ogłoszenia formatu A3 (moim zdaniem zbyt duże, tak samo jak i zbyt małe, ogłoszenie nie zostałoby zauważane, bądź zignorowane). Planowane spotkanie miało odbyć się za 3 dni od powieszenia ‘zaproszenia’. Wreszcie nadszedł ten dzień.

Spotkanie odbyło się w szkolnej klasopracowni (przy okazji było tematycznie – rozmowy o szkole w szkole). Na samym początku, aby nieco rozluźnić atmosferę poczęstowaliśmy się wzajemnie wcześniej przygotowanymi ciasteczkami. Naszą dyskusję rozpoczęliśmy od zdefiniowania pojęcia ”szkoła marzeń”. Jak przyszło nam się przekonać – nie jest to zbyt łatwe. Po tej małej łamigłówce przeszliśmy do sedna, czyli do tego, co naszym uczniom się podoba, a czego im brakuje w naszej szkole.

Okazało się, że i my potrafimy docenić naszych pedagogów i funkcjonowanie naszej placówki, jednak jak nietrudno się domyślić, są też i takie sprawy, które trzeba wytknąć nieraz palcem, aby zostały zauważone i doprowadzone do porządku.

W naszej szkole doceniamy to, że nie wszyscy nauczyciele wydają się być znużeni swą pracą, starają się pomóc każdemu uczniowi w zdobywaniu cennej wiedzy. Niestety, są też i tacy nauczyciele, którzy z góry zakładają niepowodzenie i nawet jeśli uczeń ma w sobie malutką iskierkę nadziei, optymizmu, ten potrafi ją zgasić, zamiast dmuchać w nią, by rozpalić ogień.

Na spotkaniu padły różnorakie, często nieprzemyślane, propozycje: rozpoczynając od tzw. „niepytanego numerka”, poprzez żądania większej ilości papieru toaletowego w damskich ubikacjach, na częstszych dyskotekach, czy wycieczkach kończąc. Każdy dobrze wie, że w szkole nie o to chodzi, a powyższe propozycje to tylko marzenia, które w naszej szkole w najbliższym czasie nie znajdą aprobaty, przynajmniej na razie (potwierdzono naukowo ;) ).

Były także i przemyślane, propozycje ulepszenia szkolnej rzeczywistości, poprzez np.: obecność owoców w szkolnym sklepiku (nieraz ktoś jest tylko trochę głodny lub ma ochotę na coś dobrego, ale nie zawsze ma chętkę na batona). Kolejnym dobrym pomysłem są dyżury kogoś z władz SU (nie muszą przecież wszyscy na raz być obecni), tak by „szary” uczeń mógł z łatwością ich znaleźć i wymienić się swymi poglądami, ponadto mile widziane byłyby comiesięczne sprawozdania, do wglądu na żądanie każdego ucznia, z działań dokonanych przez SU (według mnie jedno z najlepszych pomysłów, które warto zrealizować).Uczniowie pragną też mieć wolny wybór języków, których chcieliby się uczyć (póki co w szkole są prowadzone zajęcia z kilku języków, jednak to, jakiego się uczymy – zależy od profilu na jaki uczęszczamy). Ważnym problemem, szczególnie w zimie, jest u nas to, iż sale informatyczne są zlokalizowane w osobnym budynku, przez co nieraz w śniegu, w środku lekcji, zgrzani, musimy biec do innego budynku. Warto byłoby albo przenieść sale informatyczne, albo wybudować niewielkie przejście między głównym budynkiem szkoły i budynkiem przeznaczonym na lekcje informatyki/technologii informacyjnej, innym rozwiązaniem może też być umieszczenie lekcji informatyki na początku lub końcu dnia, nie zaś w środku lekcji. Wielkim atutem wymarzonej szkoły byłyby szafki, do których można by wkładać zeszyty i książki, zamiast nosić je codziennie do szkoły i z powrotem. Do pomysłów rzędu bardziej przyziemnych można także zaliczyć możliwość wyboru aktywności fizycznej na lekcjach WF. Ponadto trzecioklasiści domagali się możliwości uczęszczania na więcej niż jeden fakultet przygotowujący do matury. Poza tym lekcje tzw „WDŻR” nie powinny odbywać się kosztem cennego fakultetu, a także powinny być prowadzone przez specjalnie wyszkoloną osobę. Ale to temat – rzeka.

Dyskusja była bardzo ożywiona, uczniowie mieli mnóstwo pomysłów, których nie sposób tutaj wszystkich wyliczyć. Niestety debatę brutalnie przerwał dzwonek lekcyjny, który jeszcze do dziś pobrzmiewa mi w uszach.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Powrót po dłuższej przerwie i zadanie do MODUŁU 2

Tak, tak – nie myli Was wzrok – oto i nowa notka pojawiła się na naszym blogu xD
Wracamy po dłuższej nieobecności. Co to choroba może poczynić z człowiekiem – siły mniejsze niż zero, by w ogóle wstać z łóżka, ale przecież to nie jest Wam obce.

Mam nadzieję, że tęskniliście i jesteście żądni naszych nowych postów ;P

Zamieszczam poniżej, nieco spóźnione, zadanie z modułu 2.

RADA GMINY

SAMORZĄD UCZNIOWSKI

Kto jest członkiem samorządu/ jak można się nim stać?

Radni – wybierani przez mieszkańców danej gminy.

Członkami są wszyscy uczniowie danej szkoły, każdy z nich może startować w wyborach.

Jak wybierane są władze tego samorządu?

W wyborach, poprzez głosowanie – decyduje większość głosów.

W wyborach, poprzez głosowanie – decyduje większość głosów.

Jaki jest zakres działań/ kompetencje samorządu?

- wybory radnych, wójta
- inwestycje, kierowanie budżetem
- uchwały
- organizacja imprez

- organizacja życia szkolnego
- uczestnictwo w pracach rady szkoły
- uchwalanie regulaminu SU
- wybór opiekuna SU
- prowadzenie gazetki szkolnej

Dlaczego warto angażować się w działalność tego samorządu?

Poprzez aktywne uczestnictwo osób, które chcą mieć wpływ na to, co dzieje się w ich otoczeniu, można zmienić rzeczywistość na lepszą.

Wiele osób ma pomysły, inicjatywę, ale by zmienić coś na lepsze, trzeba się zaangażować. Warto się zaangażować, ponieważ SU działa dla dobra wszystkich uczniów, w tym dla nas samych.

Jaką współpracę można nawiązać między tym samorządem a SU?

Rada Gminy może wesprzeć SU w sposób finansowy, może także pomóc w organizowaniu różnego rodzaju imprez.


czwartek, 19 listopada 2009

1+1=2, czyli rozmowa z Czesławem Burkiem

Często jest tak, że kiedy wpadnie komuś do głowy doby pomysł satysfakcjonujący większość ludzi, jak na przykład budowa hali widowiskowo-sportowej, pojawiają się liczne problemy. Jednym z takich dylematów może być miejsce owej budowy. Dokonać wyboru nie jest łatwo, lecz lider poradzi sobie niemal z każdym kłopotem.

Poniżej mniej epiczna, jednak nie mniej interesująca, rozmowa z Czesławem Burkiem, wójtem gminy Lubomia, który przyczynił się do budowy hali widowiskowo-sportowych w Syryni i w Lubomi (2007-2008):


1. Jakie były ciekawe aspekty tego projektu?

W zaledwie 3 lata udało się gminie Lubomia, która liczy nieco ponad 8 tysięcy mieszkańców, wybudować dwa kompleksy oświatowo-sportowe, w skład których wchodzą dwie hale widowiskowo-sportowe z siłowniami, widowniami i zapleczem socjalnym. Pierwotnie myślałem o jednym takim obiekcie, lecz każda z dwóch największych wsi: Syrynia i Lubomia, chciały mieć swoją halę. Dyskusje i kłótnie trwały dwa lata o to, gdzie ma powstać ten kompleks. Po przemyśleniu sprawy, mając świadomość, że jedna hala spowoduje konflikt gminy, zaproponowałem radnym budowę dwóch kompleksów, po jednym w każdej wsi. Takie rozwiązanie gwarantowało szeroki udział dzieci i młodzieży w uprawianiu sportu.

W obiektach odbywa się wiele zawodów nie tylko krajowych, ale także międzynarodowych, np. Międzynarodowe Mistrzostwa Rugby dla osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach.

Ostatnio, jeden z trenerów reprezentacji Chin, przez tydzień ćwiczył dzieci i młodzież w Wushu.


2. Czy napotkał pan jakieś problemy? Jakiego typu?

Problemy, które nieoczekiwanie spotkały mnie na początku budowy tych kompleksów sportowych, to protest ekologów oraz okolicznych mieszkańców, gdyż z powodu realizacji tych inwestycji konieczne było wycięcie kilkunastu drzew oraz wyłączenie z ruchu 150 metrów drogi, co wydłużało mieszkańcom powrót samochodem do domu. Problemem były również potężne środki finansowe, jakie były konieczne, aby te obiekty wybudować - ok.12 mln złotych.


3. Jak sobie pan z nimi radził?

Protesty mieszkańców i ekologów udało się uspokoić, gdyż dokonaliśmy nasadzeń kilkudziesięciu drzew i krzewów, zaś zamiast drogi wybudowaliśmy piękny, oświetlony chodnik. Jeśli chodzi o środki finansowe , to część (ok 4,5 mln) udało się pozyskać od Samorządu Województwa Śląskiego oraz z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, pozostałe środki udało się wygospodarować z budżetu gminy oraz kredytu. Trzeba było przez te trzy lata "zacisnąć pasa" i zrezygnować z innych ważnych inwestycji, na co wszyscy radni jednogłośnie wyrazili zgodę.


Jak widzimy na powyższym przykładzie – nie ma rzeczy niemożliwych. Panu Burkowi udało się pokonać liczne przeszkody, które stanęły na drodze do realizacji projektu budowy hali widowiskowo-sportowych. Zatem nie bójmy się i my urzeczywistnić naszych wizji! (Oby tylko nie były szalone w tym złym znaczeniu ;P).

wtorek, 17 listopada 2009

Eliksir życia

Zbliżała się 11.00. Przeszła przez wielkie drewniane drzwi pokazując dowód osobisty "białemu strażnikowi" pilnującemu pomieszczenia, do którego chciała się dostać. W drżących rękach niepewnie ściskała wypełnioną przez siebie ankietę. Była niesamowicie podekscytowana. Pomieszczenie było duże i jasne. Poczuła na twarzy przyjemny podmuch chłodu - okna były pootwierane. Stanęła na końcu kolejki. Byli tam sami młodzi ludzie, uśmiechnięci i żywo dyskutujący na różne tematy. Poczuła się pewniej. Kolejka posuwała się szybko, ale równie szybko na jej końcu pojawiali się inni młodzi ludzie. Wreszcie przyszedł jej czas.
Sympatycznie wyglądająca kobieta wzięła z jej drżących rąk wymiętą ankietę. Zapytała dziewczynę o kilka rzeczy, wstukała coś do swojego komputera i odesłała dalej, w kierunku drugiego końca olbrzymiej sali. Kilka pytań, małe ukłucie, ważenie, sprawdzanie ciśnienia - dostała woreczek i małą probówkę. Z pewną obawą poszła w stronę ustawionych w rzędzie leżanek. Zawahała się i właśnie w tym momencie usłyszała za sobą znajomy głos.
- Nie bój się. Jak chcesz pójdę z tobą. - powiedział swoim melodyjnym głosem M
- Nie boję się. - odparła speszona.
- Chwila zawahania? - zapytał z niedowierzeniem.
- Czekałam na ciebie - ucięła krótko.
- No to chodźmy. - powiedział z nutką ironii.
- Zabrzmiało jak wyzwanie. - rzuciła do niego podając woreczek kolejnej "białej damie".
- Po prostu wyglądasz jakbyś się panicznie bała.
- Pozory mylą. Poza tym, od kiedy ty taki spostrzegawczy? - usadowiła się wygodnie na jednej z leżanek. Po chwili poczuła ukłucie na prawym przedramieniu. Ściskając małą czerwoną piłeczkę zobaczyła jak ciemno rubinowa stróżka krwi zaczyna napełniać woreczek. Ułożyła się wygodnie. Czuła się zaskakująco dobrze. Na jej twarzy pojawił się blady uśmiech.
Teraz mogła rozejrzeć się po sali spokojnie. Kolejka ludzi do "rejestracji" wciąż nie malała. Na fotelach zmieniali się ludzie, a kobiety w białych kitlach uwijały się jak w mrowisku. Obok niej siedział M ściskając w ręce taką samą piłeczkę. Wyglądał jakby nie zauważał tego całego zamieszania wokół.
- To zawsze tak wygląda - powiedział zauważywszy jej zainteresowanie. - A tam na materacach leżą ci, którzy poczuli się słabo.
- I co z nimi? - zapytała spoglądając w kierunku papierowo bladych ludzi.
- Nic, tak jak my dostaną coś słodkiego do picia - żeby podnieść poziom cukru. Zbada ich lekarz i pójdą do domu.
Po paru minutach było po wszystkim. Usiadła razem z innymi popijając gorącą kawę z cukrem. Czuła, że spełniła swego rodzaju obowiązek. Wiedziała, że pomoże komuś w potrzebie. Oddała krew - eliksir życia.

W naszej szkole organizowana jest akcja krwiodawstwa. Cztery razy w roku szkolnym uczniowie mają szansę oddać krew. Lekarz wraz z pielęgniarkami przyjeżdżają ze stacji krwiodawstwa z Raciborza, przywożąc cały potrzebny sprzęt. Dyrekcja udostępnia im aulę szkolną oraz świetlicę, gdzie rozłożone zostają leżanki, stoły ze sprzętem, zrobiony zostaje "kącik" dla omdlałych i dla tych co oddali krew. Po oddaniu krwi można wypić kawę, herbatę albo zimny słodki napój (poprawiający poziom cukru we krwi i tym samym samopoczucie) oraz zjeść słodką bułkę.
Odpowiedzialna za organizację w szkole jest prof. Danuta Jarosz, która wraz ze szkolną higienistką pilnują bezpieczeństwa i czuwają nad sprawnością całej akcji.
Oddać krew jest łatwo. Najpierw wypełniamy formularz informacyjny odnośnie stanu naszego zdrowia. Później oddajemy ją wraz z okazaniem dowodu osobistego, potwierdzającego, że mamy ukończone 18lat. Następnie zostajemy przebadani - sprawdzone zostaje ciśnienie, nasza waga (osoby poniżej 50kg nie mogą oddać krwi), pobrana zostaje próbka krwi do badań, lekarz jeszcze raz przeprowadza wywiad odnośnie naszego stanu zdrowia.

Później każdy dostaje "swój" woreczek i na leżankę, gdzie zajmą się nami bardzo sympatyczne panie pilnujące, żeby nam się nie zrobiło słabo.Po skończeniu oddawania krwi, siadamy przy kawie. Odpoczywamy, nabieramy sił i do domu - oddawanie krwi zwalnia nas z zajęć lekcyjnych (bądź pracy).
W tym roku po raz pierwszy mogłam wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Na prawdę wiele młodych ludzi z naszej szkoły można spotkać w ten dzień na auli. Z mojej klasy prawie połowa osób zgłosiła się na HK. Właśnie dzisiaj odebrałam książeczkę honorowego dawcy, a już za miesiąc znowu pójdę na aulę szkolną oddać krew. (Musiałam się pochwalić, że byłam :))



Wszystkich gorąco zachęcam do wzięcia udziału w takiej akcji, w miarę możliwości oczywiście. Nigdy nie wiadomo kiedy i nam przyda się czyjaś krew.

środa, 4 listopada 2009

Robota wre

Zgodnie z ostatnim z zadań Modułu I miałyśmy zamiar z Klaudią opublikować miejsca, które potrzebują natychmiastowego działania. Przeczesałyśmy okolicę w poszukiwaniu tychże miejsc, ale jedyne co znalazłyśmy to kilka dziur w jezdni, które raczej nie dziwią żadnego zmotoryzowanego Polaka i boisko w opłakanym stanie, gdzie grawitacja uległa "oryginalnej nawierzchni"

















Kiedyś było ono pięknym obiektem sportowym ,gdzie pobliskie szkoły mogły testować sprawność swoich uczniów i pielęgnować w nich pasję do sportu. Była skocznia do skoku w dal, dwa boiska do piłki nożnej i jedno do koszykówki. Aktualnie to miejsce straszy zardzewiałymi bramkami i skrzypiącym koszem, nie wspominając o nawierzchni, a bieżni i piaskownicy służącej kiedyś lekkoatletom nie można znaleźć pod zwałami ziemi, kupą liści i bujną trawą (miejscami).
Była tam również strzelnica, która skończyła równie marnie jak reszta obiektu.
Ale... już niedługo ma powstać w tym miejscu "Orlik" dzięki skutecznej interwencji dyrektora jednej ze szkół (nie chwaląc się - naszej). Także i to miejsce już chyba nie potrzebuje "działania lidera".
Ostatnio można zauważyć, że zarówno powiat wodzisławski jak i raciborski wzięły się ostro za "remonty". Tak więc w miejscach niebezpiecznych pobudowano chodniki i postawiono znaki, policja kontroluje kierowców, a dziury są łatane w miarę możliwości i nakładów finansowych. Boiska są w całkiem niezłym stanie i nawet place zabaw posiadają sprzęt z "atestem".
Po prostu coś się wreszcie dzieje :)
Dlatego postanowiłyśmy z Klaudią opisać akcje, dzięki którym nasze życie staje się w taki czy inny sposób lepsze (ale to już niedługo). Może dla innych aktywnych staną się one inspiracją.

niedziela, 1 listopada 2009

Wywiad z Eugeniuszem Walą (przewodniczącym Rady Powiatu)

Dnia 29.10.2009 w budynku naszej szkoły odbyła się otwarta sesja Rady Powiatu, ze szczególnym zaproszeniem młodzieży ponadgimnazjalnej. Ponieważ bardzo spodobał nam się ten pomysł, wzięłyśmy w niej udział, a także udało nam się przeprowadzić wywiad (który umieszczę poniżej) z jej przewodniczącym, Eugeniuszem Walą.

1. Skąd wziął się pomysł, by zrobić otwartą sesję dla młodzieży?

Pomysł ten kiełkował w mojej głowie już od dłuższego czasu, ponieważ młodzież, w szczególności ponadgimnazjalna to w większości dorośli ludzie, którzy mają prawa wyborcze oraz sami mogą startować w wyborach. Do podjęcia ostatecznej decyzji o zorganizowaniu otwartej sesji dla młodzieży przekonało mnie podobne przedsięwzięcie, które zorganizowali moi koledzy, Przewodniczący Rady oraz Wójt Godowa. Urządzili oni podobną sesję z okazji Dnia Dziecka z udziałem młodzieży gimnazjalnej. Ja również zostałem na nią zaproszony i zauważyłem, że młodzież wykazywała bardzo duże zainteresowanie sesją, a nawet zadawała liczne pytania Radnym. Pomyślałem, że i nasza młodzież, w tym wypadku ponadgimnazjalna, również będzie tą inicjatywą zaciekawiona. Pomysł ten zyskał akceptację Radnych i Zarządu Powiatu z panem Starostą na czele, a Wasza szkoła została wybrana na miejsce, gdzie odbędzie się ta sesja.

2. Czyli to jest pierwsza taka otwarta sesja dla młodzieży?

Pierwsza organizowana w taki sposób, natomiast zwykle na każdą sesję, poświęconą sprawom szkolnictwa, edukacji, zapraszam Młodzieżową Radę Powiatu. Oczywiście nigdy te sesje nie są zamknięte tylko dla tej Rady, ponieważ powszechnie wiadomo, iż na sesję może przyjść każdy obywatel.

3. Czy uważa pan, że warto coś takiego dla młodzieży robić?

No jasne! Rozwój edukacji jest jednym z naszych podstawowych celów w powiecie. Wielką wagę przywiązujemy do niej, jak również do warunków, w jakich młodzież się kształci. Naszą działalność można zauważyć chociażby porównując wygląd wewnętrzny i zewnętrzny naszych szkół (przyp. LO1 w 2007 roku zostało gruntownie odremontowane).

Poza tym bardzo lubię kiedy młodzież zadaje pytania, lecz wiadomo, że nikt nie wie wszystkiego, zatem jeśli zdarzy się jakieś szczegółowe pytanie, na które nie znam pełnej odpowiedzi, to wtedy(…) udzielam odpowiedzi do 14 dni.

4. Czy czuje się pan liderem społecznym?

Słowo lider kojarzy mi się bardziej z jakimiś zespołami rockowymi, ale jeżeli pod tym pojęciem rozumiemy osobę publiczną, to jestem liderem.

5. Z jakimi trudnościami boryka się pan jako lider społeczny?

Nie miałem jakiś specjalnych kłopotów, jednak bardzo trudno jest wpaść na dobry pomysł i tutaj jestem otwarty na wszelkie propozycje. Często, kiedy spotykam się z ludźmi, zadziwia mnie ich postawa, to jakie mają koncepcje, jak śledzą obrady Rady i tak na przykład pewien starszy człowiek podszedł raz do mnie i rozpoczął rozmowę o tym, jakie Rada zajęła stanowisko wobec pewnej inicjatywy – i to się chwali. Ludzie są zainteresowani tym, co się wokół nich dzieje.

Generalnie zależałoby mi na jednej rzeczy, mianowicie na zmianie ordynacji wyborczej . Teraz jest tak, że najpierw- głosując na ludzi- głosujemy na partie, a dopiero potem po podliczeniu ilości mandatów przysługujących danej partii dowiadujemy się którzy kandydaci go otrzymali. Przydałaby się zatem zmiana polegająca na tym, że np.: posłów nie wybieramy dziewięciu z takiego dużego okręgu, jakim jest np.: rybnicki, ale wybieramy (…) 1 posła na okręg liczący około 80tys. ludzi
Wtedy to ten poseł jest zobowiązany instrukcjami wyborców, a nie instrukcjami. partyjnymi. To nie głos przeciwko partiom, ale przeciwko partyjniactwu.
Okazuje się, że na cztery partie, które weszły do Parlamentu, w swoich kampaniach wyborczych trzy obiecywały, że to zrobią.

6. Czy uważa pan, ze młodzież może wiele zmienić?

Tak, jak już wcześniej mówiłem, wy możecie wiele zmienić jako młodzież, albo poprzez rozmowy z politykami albo sami startując w wyborach.

Osobiście jestem zwolennikiem równowagi. Według mnie w Radzie powinny zasiadać zarówno osoby młode, które posiadają mnóstwo nowych pomysłów, jak i osoby doświadczone, bo przecież bez doświadczenia trudno jest coś zdziałać. Także te dwie grupy wiekowe idealnie by się uzupełniały. Z jednej strony świeżość pomysłów, z drugiej – doświadczenie.

Bardzo zachęcam ludzi młodych do startowania w wyborach samorządowych, które odbędą się już w następnym roku. Osoba taka powinna chcieć coś zrobić, zmienić na lepsze, ale także potrafić przekonać innych członków Rady do swego pomysłu, być osobą dialogu. Bardzo ważne jest także poparcie rodziny, ponieważ działanie wiąże się z tym, że nie ma nas w domu, nie poświęcamy tyle czasu na sprawy i rozmowy rodzinne.

Najciekawsze jest jednak to, że czasem zdarzają się radni mówiący: „ja wam to załatwię” – nigdy nie można być pewnym na 100% czy zdołamy przekonać innych członków Rady do danego pomysłu. Ja natomiast zwykle mówię: ”ja będę starał się przekonać do tego pomysłu pozostałych”.

7. Młodzież czasem ma problem z wyrażeniem własnych pomysłów, boi się ośmieszenia, niezaakceptowania. Co pan o tym myśli?

Zupełnie niepotrzebnie. Wiadomo, ze każdy boi się rzeczy nowych, jak np.: starsi ludzie, nie mający styczności z komputerem, nagle muszą się nauczyć go obsługiwać. Tak samo jest i w działalności społecznej, lecz nie należy bać się wyrażać własnego zdania.

Nawiązując do powyższego, kiedyś znalazłem się w takiej sytuacji, że sam jeden byłem za uchwaleniem jakiegoś projektu, ale wcale mi to żadnej ujmy nie przyniosło, wręcz przeciwnie, nigdy nie żałowałem podniesionej ręki.

8. Jakie cechy lidera mogą pomóc w przezwyciężeniu problemów, które napotykamy podczas działania?

Trzeba być sobą i nie mieć dwóch wersji: jednej oficjalnej, a drugiej prawdziwej. Należy prosto patrzeć w oczy swojemu rozmówcy i być przekonanym do swoich racji, a to, że nie zawsze się wygrywa, to nie jest koniec świata. Poza tym trzeba umieć w sposób dyplomatyczny przekonać innych do swoich racji.

Na koniec pragnę bardzo serdecznie pozdrowić młodych ludzi mieszkających w powiecie wodzisławskim i w całej Polsce. Zachęcam Was do aktywności w kształtowaniu naszej przyszłości i pamiętajcie o tym, że „dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili ”./Edmund Burke/

1.

czwartek, 29 października 2009

MODUŁ I - zadania

Nadszedł czas publikowania rezultatów zadań, jakie zostały nam wyznaczone w Module I.

Na początek zastanówmy się: "Kim jest dla mnie lider?"

Jest to osoba angażująca się w działanie, mająca pomysły i chęć do zmian otaczającej go rzeczywistości na lepsze. Osoba taka jest dobrym obserwatorem, który chce zmienić kiełkujący w jego umyśle pomysł na konkretne działanie. Lider powinien wierzyć we własne siły i nie bać się zdrowej krytyki, która przecież pomaga w doskonaleniu swoich umiejętności i dostrzeżeniu luk bądź błędów popełnianych podczas działania. Ponadto osoba optymistycznie nastawiona do świata i ludzi nie powinna się zrażać niepowodzeniami. Osoba z charyzmą, która nie boi się wyrazić własnego zdania w sposób pełny i zdecydowany dużo szybciej zdobędzie zwolenników. Lider powinien umieć zjednywać sobie ludzi reprezentujących każdy wiek i stan oraz umiejętnie dobierać współpracowników, a także celnie określać możliwości każdego z nich. Poza tym powinien być osobą, której można zaufać oraz która potrafi zachęcić do działania inne osoby/instytucje/organizacje itp.

Osoba aktywna, jaką jest lider powinna doceniać swoich współpracowników, ponieważ pochwały są niezwykłą „siłą napędową” organizmu, jakim jest cała grupa. Osoba, której starania zostaną zauważone, jest lepszym i bardziej wydajnym partnerem. Nie powinniśmy zapomnieć także o zasadach savoir vivre , jakimi powinien kierować się nie tylko lider, ale każdy człowiek. Dobre maniery nikomu jeszcze nie zaszkodziły, mogą one jedynie pomóc. Ponadto umiejętność pracy w grupie jest cechą tak samo pożądaną u lidera jak i działanie w pojedynkę. Bycie liderem nie polega natomiast tylko na wydawaniu rozkazów. Moim zdaniem jeśli zaangażujemy się w jakieś działanie, wykonamy je, a następnie cieszmy się ze zbioru jego owoców, smakują one zdecydowanie lepiej, niż gdyby całą pracę zrobił za nas ktoś inny.

Liderem może być każdy, kto chce coś zmienić na lepsze, bez względu na to czy owa zmiana ma zasięg globalny, czy też ogranicza się wyłącznie „do naszego podwórka”. Może nim być zarówno członek Rady Gminy/Powiatu, dyrektor szkoły, ale także „zwykły, szary” uczeń, czy mieszkaniec danego miasta/gminy.

wtorek, 27 października 2009

Pod latarnią najciemniej

Parę dni temu, cierpiąc na bezsenność z powodu zbyt dużej ilości kawy oraz napojów wyskokowych w organizmie, co niestety było spowodowane potrzebą tzw. "zakucia" kilku bezsensownych, sztywnych formułek; oczywiście robiąc wszystko żeby nie siąść do książek, postanowiłam wybrać się na wieczorny tudzież późnonocny spacer.
Idąc przez opustoszałe uliczki oświetlane mglistym światłem z przydrożnych latarni, zauważyłam pewną dziwną prawidłowość w działaniu tychże współczesnych świetlików. Nazwałam to "paradoksem latarnianym".
O co chodzi? Postaram się NAŚWIETLIĆ sprawę jak najjaśniej.
Ów późnonocny spacer odbywał się po północy. Wszystkie przydrożne latarnie świeciły z całą swoją elektrownianą mocą. Jak wspomniałam wcześniej - uliczki świeciły pustkami nie licząc mnie i i kilku kotów, które leniwie przemierzały przez lśniący od mżawki chodnik.
Tegoż samego dnia, nieco później (około 6.30) jadąc samochodem przez powoli budzącą się do życia wieś, z zaskoczeniem zauważyłam, iż żadna z latarni nie świeci. Młodzież szkolna podążała na autobus/pociąg w półmroku. Była praktycznie niezauważalna, nie licząc kilku elementów odblaskowych na torbach, ale tu nie chodzi o to czy ja ich widziałam lub czy inni kierowcy ich zauważą.
Podążam do tego, iż nad ranem, kiedy światło z przydrożnych latarni jest najbardziej potrzebne, zarówno dla bezpieczeństwa na drodze jak i dla lepszej orientacji w terenie (rok temu jako pieszy przemierzałam odcinek od domu do autobusu w okresie listopad - luty w półmroku i wcale nie było łatwo), latarnie są wyłączane. Natomiast w tzw. "martwym" okresie czyli między 1.00 a 3.30 nad ranem, latarnie świecą. Pojawia się pytanie "po co?" i przede wszystkim "dla kogo?".
Czy na prawdę tak ciężko zostawić jeszcze tą godzinę czy chociażby pół godziny oświetlone drogi, żeby młodzi ludzie (i nie tylko!) mogli spokojnie, bezpiecznie dotrzeć do szkoły? Widocznie, w mniemaniu kogoś "na górze" - tak!
Także podziwiajmy pięknie oświetlone drogi nocą (polecam - spacer był na prawdę odprężający), a nad ranem zaopatrzmy się w mocne latarki albo dobrego GPSa.
Pozdrowienia dla wszystkich wędrujących po omacku :)

środa, 14 października 2009

To już było...

Chciałyśmy pokazać jakie działania podejmowane są w naszej szkole przez niezwykle aktywnych ludzi, którzy nieraz zarażają nas swoim entuzjazmem. Nie mówię tu o żadnych kółkach zainteresowań, chociaż mamy na prawdę duży wybór zaczynając od przedmiotowych poprzez artystyczne kończąc na turystycznym i filmowym.
Chodziło nam bardziej o takie akcje jak prawybory, krwiodawstwo, czy nawet wyjazd na mecz siatkówki do Spodka. Wszystko organizowane przez ludzi, którzy chcą nam pokazać, że można coś zmienić. Zaczniemy od "pokrewnej" akcji...


Mowa oczywiście o prawyborach do Europarlamentu - przeprowadzonej przez CEO, w której miałyśmy okazję wziąć udział. Frekwencja była niesamowicie wysoka - coś koło 90% z czego jesteśmy dumni.
Naszym opiekunem był, wspierający nasz również w tym projekcie, pan profesor Piotr Sidor :)
Za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczne i mamy nadzieję, że nie zawiedziemy jego zaufania i tym razem.
Należałoby też wspomnieć o "kampanii" przedwyborczej. Plakaty, ankiety, filmik - nic dodać nic ująć - jak prawdziwa kampania, tylko na mniejszą skalę. Cóż więcej można napisać...

Pozostaje mi życzyć miłego oglądania (najlepiej z przymrużeniem oka i dużą dozą wyrozumiałości):


poniedziałek, 12 października 2009

Obama --> Nobel --> pokój?

Pozwolę sobie i ja krótko skomentować zaistniałą sytuację, jaką jest wręczenie pokojowej nagrody Nobla Barackowi Obamie.

Jak w tytule: Czy nie dziwi was kolejność rzeczy, jaką jest pojawienie się Obamy, następnie wręczenie mu Pokojowego Nobla, a na szarym końcu sedno sprawy: POKÓJ?
Otóż ostatnie dni pokazały nam, że taka kolej rzeczy jest jak najbardziej poprawna.

Szczerze powiedziawszy, nie wiem za co Obama dostał tę nagrodę, ba, nie byle jaką. Niczym specjalnym nie zasłużył się w dziedzinie pokoju. Wojna w Iraku się nie skończyła, a z resztą nie tylko ona. Istnieje wiele niezażegnanych konfliktów. Można by wyliczać bez końca.

Kiedy przytoczymy kilka losowo wybranych osób, które wcześniej dostały nagrodę, jak np.: Wałęsa, Matka Teresa i wiele innych, to bez problemu każdy z nas potrafi wyliczyć choć jedną zasługę tychże osób, choć jeden powód, dla którego otrzymali ową nagrodę. Zestawmy zatem te w/w dwie osoby z Obamą, a niemalże natychmiast uświadomimy sobie 'pomyłkę', jaką jest obdarowanie Obamy Pokojową Nagrodą Nobla.

Już nie wspomnę jak to bardzo długo Obama jest prezydentem - niemal z szybkością światła uporał się z całym złem, zażegnał konflikty, zaprowadził pokój...
Według mnie jest i było kilka osób na tym świecie, które zasługują na tę nagrodę, ale jej nie otrzymały.

Być może Barack Obama kiedyś dokona wielkich czynów, jest jeszcze młody, pełen sił, pomysłów i energii, ale to może kiedyś, ale nagrodę dostał JUŻ.
Nobla nie dostaje się przed dokonaniem wielkich czynów, a po. Tutaj ta kolejność została zachwiana.

W każdym bądź razie, o ile dotąd nagroda ta znaczyła dla mnie bardzo wiele, od teraz nie znaczy już dla mnie chyba prawie nic.

Nobel "na zachętę"

Przepraszam, ale nie umiałam się powstrzymać.
Polityka jak wiadomo jest kością niezgody - każdy widzi świat po swojemu, każdy dąży do celu swoją własną drogą i każdy ma jakieś ideały. Niestety najczęściej to w polityce ludzie starają się narzucić "swoją drogę" innym. Dlaczego o tym piszę? No cóż, ostatnie wieści ze świata równoległego do świata polityki, ale również związanego z nim od wieków, ze świata nauki i postępu, zaczęły dochodzić dziwne głosy. NOBEL DLA OBAMY!
Czym jest nagroda Nobla? Jak dla mnie prestiżową nagrodą, z której można być na prawdę dumnym, uznaniem ze strony ludzkości za poświęcenie swojego życia raz obranemu celowi, za MIŁOŚĆ do nauki i pokoju.
Więc pytam za co dostał ją Obama? Człowiek który nie zdążył nic zrobić, ponieważ stoi dopiero na początku swojej kariery?! Odpowiedź brzmi "za rozmowy z Iranem i Koreą".
Chrzanić taką odpowiedź! Jego rozmowy do niczego nie doprowadziły. Serbowie też rozmawiali z Austro-Węgrami przed wybuchem wojny. Początek rozmowy to nie sukces. Zwłaszcza, że przeciw stoją inne czyny. Popatrzmy na wydatki USA:
Pokojowe rządy pana prezydenta zwiększyły wydatki na armię, uwierzcie, że o znaczną kwotę. Jak zwykle naukę "olano". W sumie kto ma wojsko ma władzę, a USA nie jest w stanie się pogodzić, że ich potęga gaśnie a powoli nastaje era komunistycznych Chin. Nie oszukujmy się. jesteśmy od chińczyków zależni. Kto nie zna "made in China"?
Wracając do tematu, bo trochę mnie poniosło, inne głosy przeciw Obamie - no choćby spotkanie z Dalajlamą, groźba Iranowi, niezdecydowanie co do tarczy antyrakietowej, WOJSKA W IRAKU. Mało? Możliwe, ale też mało żeby mu ją przyznać. jak dla mnie za wcześnie przynajmniej o te 2-3 lata. później? Czemu nie, jeśli udowodni, że zasłużył.
W sumie Kwaśniewski też rozmawiał np. z Rosją. Jak dobrze było :) Kaczyński ostatnio z Tuskiem rozmawia - jak dla mnie oboje nadają sie na pokojową nagrodę, przemogli sie chłopaki. Sean Connery ratował świat (co z tego że w filmie :)) a nic nie dostał. W sumie najbardziej na nią zasługuję ja ze względu na 2 lata pokojowych rozmów z osobą, której "wiedza" jest tak niesamowicie wielka, że nikt nie może się z nią równać. Nawet ktoś kto dobrze zna się na rzeczy od urodzenia (niestety nie mogę powiedzieć o co chodzi - Hamulec czuwa) Chociaż od niedawna darzę sympatią tą osobę.
Nobel należy mi się również za to, iż dzisiaj w przychodni na urazówce, ze stoickim spokojem wysłuchałam jak lekarz ortopeda chamsko odnosi się do pacjentów.
-"Czy mogłabym dostać ksero historii choroby do ubezpieczenia?"
-"Se możesz chcieć"
(...)
-"Lekarz, który mnie przyjął na pogotowiu powiedział, że po 2 tygodniach nie powinno boleć a boli"
-"Jak chciałaś nie być na lekcjach to trudno. Nie moja wina. Trzeba było myśleć o maturze skoro masz te 18lat. Odpowiedzialność. Możesz się pomodlić to może wrócisz do sprawności" (co ma piernik do... bolącej nogi)

I wytłumacz takiemu, że... W sumie szkoda słów i wychodząc bez możliwości dostania ksera historii choroby słyszy się chamskie "NASTĘPNY", tak jakby siedział w tej pracy za karę, bo rodzice mu kazali. Kompletnie nie przystosowany do dzisiejszego świata, z komunistyczną mentalnością i bez zegarka (spóźnił się tradycyjnie całą godzinę)

Wracając do Obamy - zniszczyli mi wizję nieskorumpowanej, sprawiedliwej nagrody. Jedenej, która prezentowała sobą jakieś wartości.

wtorek, 6 października 2009

Pierwsze kroki

Witamy naszego Mentora i całą grupę Perseusz!
Oto nasz pierwszy krok na drodze do aktywizacji młodych. Właśnie rozpoczęłyśmy kurs na lidera organizowany przez CEO :)
Póki co jesteśmy pełne entuzjazmu. Zobaczymy jak będzie rozwijać się nasz zapał wraz z czasem poświęconym na ten kurs.
Liczymy na waszą cierpliwość i wyrozumiałość. Mamy nadzieję, że uaktywnicie się wraz z nami. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy chcą coś zmienić. :)