Spotkanie pod takim tytułem zostało zorganizowane w naszej szkole w celu… hmm poznania pomysłów uczniów, tego co im się podoba w szkole, a jakich działań potrzebują. Spotkanie zostało zorganizowane na podstawie wskazówek podanych w treści modułu III. Muszę powiedzieć, że czasem szczegóły mogą przesądzić o wielkich sprawach. Ale do rzeczy.
Postanowiłyśmy rozpocząć nasze działanie od wykonania kolorowego ogłoszenia formatu A3 (moim zdaniem zbyt duże, tak samo jak i zbyt małe, ogłoszenie nie zostałoby zauważane, bądź zignorowane). Planowane spotkanie miało odbyć się za 3 dni od powieszenia ‘zaproszenia’. Wreszcie nadszedł ten dzień.
Spotkanie odbyło się w szkolnej klasopracowni (przy okazji było tematycznie – rozmowy o szkole w szkole). Na samym początku, aby nieco rozluźnić atmosferę poczęstowaliśmy się wzajemnie wcześniej przygotowanymi ciasteczkami. Naszą dyskusję rozpoczęliśmy od zdefiniowania pojęcia ”szkoła marzeń”. Jak przyszło nam się przekonać – nie jest to zbyt łatwe. Po tej małej łamigłówce przeszliśmy do sedna, czyli do tego, co naszym uczniom się podoba, a czego im brakuje w naszej szkole.
Okazało się, że i my potrafimy docenić naszych pedagogów i funkcjonowanie naszej placówki, jednak jak nietrudno się domyślić, są też i takie sprawy, które trzeba wytknąć nieraz palcem, aby zostały zauważone i doprowadzone do porządku.
W naszej szkole doceniamy to, że nie wszyscy nauczyciele wydają się być znużeni swą pracą, starają się pomóc każdemu uczniowi w zdobywaniu cennej wiedzy. Niestety, są też i tacy nauczyciele, którzy z góry zakładają niepowodzenie i nawet jeśli uczeń ma w sobie malutką iskierkę nadziei, optymizmu, ten potrafi ją zgasić, zamiast dmuchać w nią, by rozpalić ogień.
Na spotkaniu padły różnorakie, często nieprzemyślane, propozycje: rozpoczynając od tzw. „niepytanego numerka”, poprzez żądania większej ilości papieru toaletowego w damskich ubikacjach, na częstszych dyskotekach, czy wycieczkach kończąc. Każdy dobrze wie, że w szkole nie o to chodzi, a powyższe propozycje to tylko marzenia, które w naszej szkole w najbliższym czasie nie znajdą aprobaty, przynajmniej na razie (potwierdzono naukowo ;) ).
Były także i przemyślane, propozycje ulepszenia szkolnej rzeczywistości, poprzez np.: obecność owoców w szkolnym sklepiku (nieraz ktoś jest tylko trochę głodny lub ma ochotę na coś dobrego, ale nie zawsze ma chętkę na batona). Kolejnym dobrym pomysłem są dyżury kogoś z władz SU (nie muszą przecież wszyscy na raz być obecni), tak by „szary” uczeń mógł z łatwością ich znaleźć i wymienić się swymi poglądami, ponadto mile widziane byłyby comiesięczne sprawozdania, do wglądu na żądanie każdego ucznia, z działań dokonanych przez SU (według mnie jedno z najlepszych pomysłów, które warto zrealizować).Uczniowie pragną też mieć wolny wybór języków, których chcieliby się uczyć (póki co w szkole są prowadzone zajęcia z kilku języków, jednak to, jakiego się uczymy – zależy od profilu na jaki uczęszczamy). Ważnym problemem, szczególnie w zimie, jest u nas to, iż sale informatyczne są zlokalizowane w osobnym budynku, przez co nieraz w śniegu, w środku lekcji, zgrzani, musimy biec do innego budynku. Warto byłoby albo przenieść sale informatyczne, albo wybudować niewielkie przejście między głównym budynkiem szkoły i budynkiem przeznaczonym na lekcje informatyki/technologii informacyjnej, innym rozwiązaniem może też być umieszczenie lekcji informatyki na początku lub końcu dnia, nie zaś w środku lekcji. Wielkim atutem wymarzonej szkoły byłyby szafki, do których można by wkładać zeszyty i książki, zamiast nosić je codziennie do szkoły i z powrotem. Do pomysłów rzędu bardziej przyziemnych można także zaliczyć możliwość wyboru aktywności fizycznej na lekcjach WF. Ponadto trzecioklasiści domagali się możliwości uczęszczania na więcej niż jeden fakultet przygotowujący do matury. Poza tym lekcje tzw „WDŻR” nie powinny odbywać się kosztem cennego fakultetu, a także powinny być prowadzone przez specjalnie wyszkoloną osobę. Ale to temat – rzeka.
Dyskusja była bardzo ożywiona, uczniowie mieli mnóstwo pomysłów, których nie sposób tutaj wszystkich wyliczyć. Niestety debatę brutalnie przerwał dzwonek lekcyjny, który jeszcze do dziś pobrzmiewa mi w uszach.